Wiosna w Atenach

Droga jest celem. Uwielbiam podróże i jeśli tylko mogę, ruszam z plecakiem w nieznane. I niezależnie od tego, czy podróżuję po innych krajach, czy po Polsce, każda podróż jest dla mnie cenna i uczy mnie czegoś nowego. Mam na myśli nie tylko praktyczną wiedzę i nowe doświadczenia, ale równie dużo dowiaduję się o sobie samej. Nie wybieram wygodnych, zorganizowanych podróży. Wolę sama, wolę trudniej, ale zazwyczaj dużo ciekawiej. Ateny były dla mnie wiosenną odskocznią i resetem po trudnej emocjonalnie jesieni i zimie. Ta podróż pozwoliła mi odetchnąć. Sama podróż samolotem zazwyczaj jest dla mnie takim oczyszczającym doświadczeniem – zostawiam problemy na dole i patrzę na nie z odpowiedniej perspektywy. A później zasypiam i budzę się w nowym miejscu, gdzie czeka na mnie inny świat, gdzie rzeczywistość jest tak różna od tego, co mam w domu, że w ciągu ledwie paru dni bardzo doceniam to, co mam na co dzień.

Lubię się zmęczyć podróżą. Dużo chodzę, nie zawsze po turystycznych szlakach, chociaż te oczywiście też odwiedzam. Nie korzystam z przewodników, czytam za to dużo opinii w internecie. Czasem nawet zwykły TripAdvisor dostarcza więcej informacji, niż najlepszy przewodnik. Zwłaszcza o miejscach, które są lokalne, prawdziwe, dużo tańsze niż te, w których bywają tylko turyści. Dużo łatwiej jest też zobaczyć Ateny nie w sezonie – ja wybrałam się tam na początku marca, kiedy w Polsce jeszcze leżał śnieg, a w Grecji pogoda już w większości dopisywała. Było sporo mniej ludzi, niż w wakacje. Noclegi są tańsze, bilety na Akropol i do muzeów również. Nic, tylko zwiedzać!

Byłam w Atenach drugi raz. Pierwszy był w 2006 roku, kiedy to wracałam z Krety z wymiany międzynarodowej. Spędziłam wtedy w Atenach jeden dzień, niemalże bez pieniędzy, koczując parę godzin najpierw w Pireusie, a później na lotnisku. Była to podróż z przygodami. Teraz miałam szansę zobaczyć Ateny z zupełnie innej perspektywy. I w zdecydowanie bardziej spokojnej atmosferze – bez pośpiechu, leniwie, ale jednocześnie aktywnie. Godzinami włóczyłam się po wąskich uliczkach starego miasta, odwiedzałam lokalne bary i puby, zobaczyłam wszystkie kąty targu mięsnego i targu staroci, a gdy lał deszcz, podziwiałam zbiory muzeum Akropolu. Wiało okrutnie. Ale widok z hotelowego pokoju rekompensował mi wszystko. Widziałam całą panoramę miasta z tarasu!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *