Karkonosze latem

Moja mekka, odskocznia, moje miejsce, w którym oddycham pełną piersią.

Dopiero niedawno zaczęłam chodzić po górach. Wcześniej żyłam w przekonaniu, że wędrówka jest nie dla mnie, że się zmęczę, zrezygnuję i nie dam rady. Wystarczył jednak impuls, który sprawił, że zapragnęłam tych gór. I potem poszło już… z górki. Uwielbiam Karkonosze. Wprawdzie urodziłam się we Wrocławiu, ale czuję, że równie dobrze mogłabym pochodzić właśnie z gór. Czuję się w nich dobrze, swobodnie, czuję się jak u siebie. Wiele jest miejsc na mapie Dolnego Śląska, które mnie przyciągają, ale jednak wracam wciąż w Karkonosze. Regularnie, kilka razy w roku. I jak tylko mogę, zabieram bliskie mi osoby, żeby dzielić się z nimi tymi widokami.

Jasne, że bywa ciężko. Zwykle na początku wędrówki na szlaku bluzgam niemiłosiernie, jestem zła i zdenerwowana, bo mam zadyszkę i za ciężki tyłek. Ale to szybko mija, bo im jestem wyżej, tym nerwy zostają bardziej na dole, a ja z każdym kilometrem dostrzegam, do czego zdolny jest mój organizm. I oczywiście, że daję radę, choć zawsze na początku bardzo w to wątpię.

Karkonosze będą mi się chyba już zawsze kojarzyć z fotografią. Gdy chodziłam do szkoły artystycznej, to tutaj przyjeżdżaliśmy na plenery, do Przesieki. W Karkonosze jeździłam też na warsztaty i spotkania fotograficzne, poznałam świetnych ludzi, wrażliwych i utalentowanych. To wszystko sprawia, że góry te są dla mnie bardzo cenne, bo wiąże się z nimi mnóstwo dobrych wspomnień.

Zawsze wracam stąd silniejsza.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *